Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
75 postów 289 komentarzy

obieranie cebuli - do łez

Zygmunt Korus - od 1982 były dziennikarz, w PRL opozycjonista represjonowany, odznaczony przez Ś.p. PREZYDENTA z polecenia Ś.p. PREZESA IPN.

JARUZELSKI ZDOLNY ZESTRZELIĆ (1)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Gdyby na poważnie wznowiono proces Jaruzelskiego światło dzienne ujrzałoby jeszcze dużo mrocznych tajemnic.

Hucznie obchodzone 90. urodziny "szlachetnego" generała, na których ze swadą palnął 40. minutową "patriotyczną" nawijankę do swoich komuchów i zaproszonych zaprzańców, oburzyły Polaków i wzbudziły podejrzenia wymaru sprawiedliwości. 17 lipca Sąd Okręgowy w Warszawie zlecił lekarzom wydanie nowej opinii, czy zdrowie generała pozwala na wznowienie procesu. Jeżeli ocena biegłych będzie pozytywna, to oprócz kontynuacji rozprawy o nielegalności wprowadzenia stanu wojennego dojdzie jeszcze zarzut o wojskowy mord na niepokornym obywatelu.

Zbrodnia, która miała być nauczką dla innych śmiałków, jest sprzed 38 lat. Ofiarą próby ucieczki był instruktor lotnictwa, były pilot Ludowego Wojska Polskiego, Dionizy Bielański. Został zabity, gdy miał zaledwie 36 lat. Osierocił dwie córki.


 Urodził się w 1939 roku na Wołyniu we wsi Staweczki, skąd wysiedlono go wraz z rodziną na Ziemie Odzyskane. Szkołę średnią ukończył w Szklarskiej Porębie i wstąpił do wojskowej szkoły lotniczej w Dęblinie (obecnie Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych). Po odejściu z armii pracował jako instruktor pilotażu. Należał do aeroklubu w Opolu. Przystojny, rzutki, zawsze uśmiechnięty i kontaktowy, mówił z lekkim kresowym akcentem, czym zjednywał sobie sympatię – był ulubieńcem młodzieży.

Wystartował z bazy w Gawłówku (gmina Drwinia, powiat Bochnia) w okolicach Niepołomic, gdzie opylał zboże i lasy na zlecenie Agro – Zakładu Usług Agrolotniczych, wprost z łąki, w dniu 16 lipca 1975 r. ok. kwadrans po 15.00. Skierował się w najkrótszą trasę przez Słowację do podwiedeńskiego Schwechat, by tam poprosić o azyl. Żelazną kurtynę chciał przebić "kosiakiem", gdyż tak w gwarze lotniczej określa się lot koszący.Powiedział współpracownikom, że udaje się w sprawach służbowych do Wrocławia, a faktycznie poleciał cywilnym dwupłatowcem AN-2 kawałek na zachód, by po chwili skręcić na południe ku Bochni.

Czym jest "kosiak" w 2009 r., dla portalu nto.pl (Nowej Trybuny Opolskiej), tłumaczył 82-letni ppłk Zbigniew Hoffman, były szef Aeroklubu Opolskiego, a w 1975 roku przełożony Dionizego Bielańskiego:"– Lecisz nisko, przy ziemi, jakbyś chciał skrzydłami kosić czubki drzew. Wszystko po to, żeby nie złapały cię radary."

Bielański więc tuż nad ziemią wleciał w przestrzeń powietrzną Czechosłowacji, ale radary go nie wyłapały. Polskiego dwupłatowca spostrzegło jednak czujne oko szefa Svazarmu ze Żliny! Tamtejszy wojskowy ormowiec, który współpracował z armią, natychmiast zameldował komu trzeba o intruzie z Polski. Niebawem wystartowały w pościgu za „Antkiem” czechosłowackie samoloty wojskowe z Brna: dwa myśliwce bojowe MiG-21 i dwa samoloty szkolno-bojowe Aero L-29 Delfín.

Zbigniew Hoffman: "– Nie pamiętam, skąd mam tę informację, ale podobno Dyzio, bo tak na niego mówiliśmy, pokazywał czechosłowackim pilotom z tych myśliwców jakąś dziecięcą zabawkę. Oni wykonywali ostrzegawcze manewry, a on im małpkę czy misia. Albo lalkę?

– Może chciał im w ten sposób zasygnalizować, że ma dzieci na pokładzie i żeby nie strzelali? – domyślam się głośno(pisze red. Zbigniew Górniak na łamach wspomnianej NTO – przyp. mój)

– Ciekawa interpretacja – kiwa głową Zbigniew Hoffman. – A może po prostu chciał ich w trąbę zrobić i zyskać na czasie?”


 Niewiele go było, by podjąć decyzję, co zrobić z uciekinierem, nim opuści strefę powietrzną Układu Warszawskiego.


 Były szef Aeroklubu Opolskiego pamięta takie zdarzenie:Pewnego dnia zadzwoniły do mnie służby operacyjne, żebym pilnie sprawdził, gdzie jest rodzina Dyzia. Ja wiedziałem, że on jest wtedy na opylaniu lasów pod Krakowem i trochę mnie ta prośba zdumiała. No ale rozkaz jest rozkaz. Zatelefonowałem do jego mieszkania i tam ktoś odebrał i powiedział, że żona z córkami jest w Jeleniej Górze. Sprawdziłem to też telefonicznie. I tak zameldowałem służbom operacyjnym.

„Gdy potem Zbigniew Hoffman dowiedział się, co zaszło nad Słowacją, pomyślał, że władza, zanim podjęła decyzję o zestrzeleniu Bielańskiego, sprawdzała, czy na pokładzie AN-2 jest jego rodzina. Gdy się upewniła, że pilot leci sam – ta władza kazała zabić”– zapisał Zbigniew Górniak.

Pilot dwupłatowcanie reagował na wezwania o podporządkowanie się i strzały ostrzegawcze; czechosłowackie prawo nie pozwalało zestrzelić cywilnej maszyny, jednakże na rozkaz przełożonych kpt. Vlastimil Navrátil, obsługujący „Delfina”, w okolicach zachodniosłowackiej miejscowości Kúty, zaledwie 8 km od granicy z Austrią, o godz. 15:56 serią z karabinu pokładowego podziurawił samolot i Polaka, którzy runęli i zapewne spłonęli.


 Oficjalnie potem władze obu państw przedstawiły cały incydent jako nieszczęśliwy wypadek.

Strona czechosłowacka starała się ukryć prawdziwą przyczynę upadku płatowca. Na jednym ze zdjęć będącym w posiadaniu słowackiego IPN i dokumentującym tragedię opolskiego pilota widnieje wrak samolotu leżący w łanach zboża. Fachowcy od katastrof mają uzasadnione podejrzenie, że fotografia jest inscenizacją. Bo według raportów maszyna Bielańskiego spłonęła doszczętnie, a tu zboże wokół wraku na fotografii nie jest nawet osmalone. Dodatkowo na innym zdjęciu widać obok rozbitego kadłuba ślady ogromnych opon. Jakby jakiś wielki pojazd przywiózł na pole szczątki samolotu.


 Jak zeznał później strzelec pokładowy przed słowackim Urzędem Dokumentacji i Badania Przestępstw Komunizmu (odpowiednikiem naszegoIPN), aż trzy razy upewniał się przez radio, czy rozkaz jest ważny.

Po wylądowaniu na lotnisku wojskowym w Brnie Navratil od razu pobiegł do dowódcy: Dlaczego otrzymałem rozkaz niezgodny z przepisami?pytał wzburzony.

Zapomnij o tym! Naciskał na to sam Jaruzelski. Mieliśmy gorącą linię z Warszawą. To Polacy chcieli zestrzelić swojego.

Bardzo to przeżyłem i odszedłem z tego powodu z wojska, co wtedy nie było łatwe.powiedział Navratil czeskiej gazecie "Mlada Fronta Dnes”, która na początku kwietnia 2009 roku przypomniała tę tragedię. Nie chciał się zdobyć na wiecej słów komentarza.


 Redaktor Zbigniew Górniak odnalazł żonę Dionizego Bielańskiego. Nosi już inne nazwisko, po drugim mężu, i prosiła o zachowanie anonimowości. 16 lipca 1975 roku ktoś przekazał jej, że właśnie usłyszał w Wolnej Europie, iż nad Czechosłowacją strącono samolot, którym grupa polskich oficerów uciekała na Zachód.

Wtedy jeszcze nie skojarzyłam tych faktów, ale już mnie coś niepokojąco ukłuło – wspomina. Siedzimy w jej zadbanym mieszkaniu obwieszonym obrazami. W kuchni przypala się kapusta. Kobieta drżącymi rękoma przewraca rodzinny album. Czarno-białe ujęcia sprzed lat: motor SHL, jugosłowiańska miniaturowa zastava wzorowana na fiacie, ciemne garnitury, krawaty "śledzie”, fryzury à la Brigitte Bardot i Roger Moore.”(ZG, nto.pl)

„– Długo nie wiedziałam, co się stało –zapisał wspomnienia wdowy Zbigniew Górniak.– Myślałam, że mąż jest w delegacji, aż tu nagle odbieram dziwny telefon: kiedy pogrzeb? Gdzieś tak po dwudziestym lipca dostaję telefon z Wrocławia z Agro, że mąż miał wypadek. Śmiertelny. Gdzie? W Czechosłowacji. A co on tam robił? Milczenie.

– Potem przywieźli trumnę. Metalową. Pod eskortą. Ci ludzie mieli mundury, ale nie pamiętam jakie – na pewno nie milicyjne. Dano mi dokumenty po czesku, że mąż to mąż i że miał wypadek. Trumny otworzyć nie pozwolono.

  • Dostałam jedynie jego torbę, z którą niby leciał. Taka torba-listonoszka. Lekko nadpalona, a w środku dwie jego koszule, szczotka do włosów oraz jakieś obce klucze. Pogrzeb odbył się na cmentarzu w Opolu Półwsi. Ukradkowy, bez pompy przynależnej asom przestworzy. Grób jest skromny: bez śmigieł i tym podobnych lotniczych symboli.

  • Do dziś nie wiem, czy tam naprawdę leży mój mąż. Czy w ogóle w tej trumnie ktoś leży. Chciałabym przeprowadzić ekshumację, ale to może spowodować tylko decyzja prokuratora, a nie artykuły prasowe.

– Tylko czy Dyzio naprawdę chciał uciekać? –powątpiewała żona. – Słowem nigdy nie wspomniał o tym, żebyśmy może wyjechali na Zachód. On się tu realizował, razem lataliśmy, szkolił młodzież, pisał opowiadania do "Skrzydlatej Polski". Był patriotą, mimo nacisków nie dał się wciągnąć do partii; gdyby żył, prędzej skoczyłby przez ten płot niż Wałęsa. Tak więc ja naprawdę nie wiem, co wtedy zaszło, i bardzo bym chciała to wyjaśnić. Może go porwano, zmuszono...?”



 Żona Dionizego Bielańskiego tak w 2009 roku wyjaśniała dziennikarzowi chęć zachowania anonimowości: – Ja przez całe tamte lata się bałam. Potwornie bałam. Miałam 30 lat i dwie córki na wychowaniu, które chciałam chronić przed złem. Wokół mnie zapanowała zmowa milczenia. Ludzie wiedzieli, co się stało, i niektórzy bali się nawet ze mną rozmawiać na ten temat. Woda w usta. Ale przede wszystkim wrogość ze strony urzędów. Przez lata odbierałam dziwne telefony: a to ktoś mówił, że Dyzio miał oprócz nas inną rodzinę, a to groził, że coś się stanie mnie albo córkom, jak nie przestanę koło sprawy chodzić. Pamiętam, że ostatni telefon był jeszcze w 1984 roku! To, że przetrwałam, zawdzięczam dużej grupie przyjaciół swoich i męża. Oni zawsze stali przy nas. Także całkiem obcy opolanie okazywali mi sympatię i pomoc.”

Owo "chodzenie wokół sprawy" to była najnormalniejsza kwestia uzyskania odszkodowania za śmierć męża. Wdowa procesowała się z firmą od usług agrolotniczych. Przedsiębiorstwo było państwowe, zwłaszcza usługi samolotowe. Sądy były, jak trzeba, odpowiednio upartyjnione i dyspozycyjne. Dlatego orzekły, i to aż w majestacie Najwyższej Instancji, że za życie Dionizego Bielańskiego jego żonie nie należy się nic. Zero, nul! Dla tych, którzy chcieli uciekać z socjalistycznego raju – i to w sposób tak spektakularny oraz brawurowy – strażnicy tego edenu nie znali litości.

Zbigniew Górniak odnotowuje, że rodzina Bielańskich mieszkała na osiedlu pełnym zawodowych wojskowych. Żona Dionizego Bielańskiego wyznala w 2009 roku, że boi się trochę jeszcze dziś.”– Bo gdy widzę, jak się te wszystkie rozliczeniowe sprawy ciągną i nie mogą skończyć, to dochodzę do wniosku, że komuś na tym bardzo zależy. I że ten ktoś musi być bardzo wpływowy.”

W ucieczkę ojca z kraju powątpiewa też młodsza córka Dionizego Bielańskiego, która wraz z mężem usiłuje dociekaćwyjaśnienia zagadkowej śmierci ojca.

„– Nie wierzę, że miałby jakiś powód, by uciekać. Byliśmy fajną rodziną, a rodzice byli świetnym związkiem. Zbyt dużo go tu też trzymało. Mam całą teczkę wycinków o tacie, on prowadził tu rajdy pilotów i dziennikarzy, był znanym instruktorem. Mimo że miałam pięć lat, gdy zginął, pamiętam go.”

Ona także, podobnie jak jej matka, prosi dziennikarza o zachowanie anonimowości.

„– Skoro przez tyle lat wokół nas była cisza, to niech nadal będzie. Nie chcę robić niepotrzebnej sensacji. Wciąż toczy się śledztwo IPN i obowiązuje mnie jakiś rodzaj poufności. Przede wszystkim zależy nam na wyjaśnieniu prawdy o zdarzeniu.”

Na trop innej prawdy wpadła kilka lat temu całkiem przypadkowo. Posłuchajmy:

„– Matka długo opowiadała nam, że to był wypadek. Rozumiem ją: młoda, samotna, zrozpaczona kobieta, która chciała nas chronić. Gdzieś tak po 2000 roku przeczytałam w jakiejś gazecie wspomnieniowy tekst o Aeroklubie Opolskim, a tam wzmiankę o tacie – że zginął w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Jak to w niewyjaśnionych? Przecież to był wypadek... Potem trafiłam gdzieś na wzmiankę, że czeski IPN opublikował listę Polaków, którzy za komunizmu zginęli na terytorium Czechosłowacji i że jest wśród nich jeden cywilny pilot. Ale tam wtedy nie podano nazwiska. To obudziło moją ciekawość. Zaczęłam szperać w sieci i natknęłam się na stronach IPN na nazwisko ojca. Natychmiast przekazałam tę informację rodzinie. Potem w redakcji Wolnej Europy w Warszawie próbowałam szukać tego archiwalnego nagrania z 1975 roku mówiącego o grupie oficerów uciekających samolotem do Austrii.”(nto.pl)

I nagle, po 30. latach od tragedii, w 2005 roku, córka nieoczekiwanie wygrzebała w necie referat po czesku o zestrzeleniu polskiego pilota. Napisał go na historyczną konferencję Tomas Bursik, podając imię i nazwisko jej ojcaDionizego Bielańskiego.

„– To był szok –wspominała córka.– Szok, jak łatwo, siedząc przy ekranie i klikającmyszką, odkryć po latach prawdę o swoim ojcu. Złożyłam wtedy wniosek do warszawskiego IPN o udostępnienie teczki sprawy oraz o wszczęcie śledztwa, które trwa i którego dotychczasowych ustaleń, proszę mi wybaczyć, nie mogę ujawnić.

Zademonstrowała, przez siebie skompletowaną, pamiątkową teczkę o ojcu pełną wycinków prasowych sprzed lat pochwalnych, entuzjastycznych, fachowych, cytujących wypowiedzi oraz artykułów pisanych jego ręką.

– Chciałabym przywrócić go pamięci opolan. Oddać mu jego dobre imię po latach dziwnego milczenia”dodała.

Czescy wojskowi powoływali się na rozkaz zestrzelenia, który miał nadejść ze strony polskiej. Dowodcą naszych wojsk był wówczas TW "Wolski", antynarodowy renegat w stopniu generała z sowieckiego nadania, Wojciech Jaruzelski. Koszt samolotu się nie liczył, a tym bardziej człowiek, który uciekał z komunistycznego raju do zachodniego piekła. „Zestrzelić!" przyszedł rozkaz z Polski, choć wyrażony innymi słowami, i tak też uczyniono. 36-letni mąż i ojciec szczęśliwej rodziny zginął w szczątkach rozbitej maszyny.

Dr Łukasz Kamiński, obecny szef IPN, natrafił na oryginalny i bardzo wiarygodny dokument świadczący o tym, że to Jaruzelski kazał zabić Bielańskiego. W lipcu 2009 Biuro Edukacji Publicznej IPN ujawniło notatkę SB wskazującą na to, że generał wyraził zgodę (a nie dał rozkaz, którego nie miał prawa wydać w tej sytuacji czeskiemu dowództwu, które przecież pytało co robić, by nie złamać własnego zakazu) na zestrzelenie samolotu.



 W 2009 r. w "Nowej Trybunie Opolskiej" dr Kamiński powiedział:„– Osobiście natknąłem się na dokument, w którym oficer dyżurny komendy milicji we Wrocławiu pisze, że to generał Jaruzelski wydał rozkaz. Nie ma tu żadnych wątpliwości, to oryginalny i bardzo wiarygodny dokument.”Wtedy też na pytanie redaktora z TVN , co Jaruzelski o tym sądzi, generał odpowiedział, że nie pamięta tego wydarzenia.

"Oświadczam – faktu owego zestrzelenia ja, a także inne osoby z ówczesnego kierownictwa MON oraz Sztabu Generalnego – nie pamiętają. A w ogóle jak można odnosić do MON rzekomo polską decyzję o zestrzeleniu owego samolotu? Ani pilot nie był osobą wojskową, ani samolot AN-2 nie należał do lotnictwa sił zbrojnych".(PAP, 2009)

„– Przecież takiego czegoś nie zapomina się do końca życia. I tak dobrze, że nie zaprzecza, a mówi tylko, że nie pamięta” skomentował te wykręty dr Kamiński.

W tej sprawie w 2013 r. wszczęto śledztwo.Wydano postanowienie o przedstawieniu Wojciechowi J. zarzutu popełnienia zbrodni komunistycznej. Z uwagi na stan zdrowia podejrzanego do tej pory tego nie ogłoszono”powiedzial prokurator IPN Marcin Gołębiewicz.

Proces może być rozwojowy. Bo wciąż wisi w powietrzu pytanie, czy Dionizy Bielański miał wtedy kogoś na pokładzie? I kto jest pochowany w zaplombowanej trumnie? Sprawa wyszła dopiero w 2000 roku, kiedy słowacki Urząd Dokumentacji i Badania Przestępstw Komunizmu doszedł do wniosku, że zestrzelenie polskiego samolotu było bezprawne. Śledztwo utrudnia fakt, że zmarł generał Josef Marusak, który wydał pilotowi bezpośredni rozkaz strzelania.

Przytoczę jeszcze interesujący komentarz na temat dokumentacji IPN, którą przeglądał redaktor Zbigniew Górniak:

"Uwaga końcowa na temat zawartości teczki "Ikar” i teczek pochodnych, sporządzonych w Warszawie i Krakowie już po zdarzeniu: W odręcznych notatkach oraz szyfrogramach oficerowie wojskowych i cywilnych tajnych służb piszą na ogół otwarcie o zestrzeleniu Bielańskiego przez siły zbrojne Czechosłowacji. W dokumentach drukowanych używa się słów:wypadek, katastrofa, upadek samolotu."(podkr. moje – ZK).

Przypominam: słów tych użyto w 1975 roku i później, na łamach Nowej Trybuny Opolskiej, w 2009. A potem jest – czy inna Polska? okres po 10.04.2010...

Od siebie dodam jeszcze jedno, jakże wymowne słowo: ekshumacja. Bo ona także wchodzi tutaj w rachubę. A sądzę nawet, że jest konieczna: Bielański spłonął czy został zabity od kul? Czyje zwłoki są w tej nieotwieranej przez rodzinę, zaplombowanej trumnie, i czy one tam naprawdę są? Czy szczątki posiadają łańcuch DNA świadczący o pokrewieństwie? Dla bliskich to przecież ważna, wręcz fundamentalna informacja.

Rodzina zabitego pilota wciąż czeka na ukazanie pełnej prawdy, na sprawiedliwość, która osądzi "polski kacapizm". Co w tym przypadku widać jak pod lupą. Jakiekolwiek bowiem tłamszenia, matactwa lub odkładanie ad acta sprawy Dionizego Bielańskiego są jaskrawym dowodem nieustannego gangrenowania się obecnej Polski, która nie ma woli zrzucania z siebie nagromadzonych totalitarnych złogów.

Należy dążyć za wszelką cenę do ponownego wznowienia procesu „Morderczego Generała”!!!

CDN w części II.

Źródła:

//pl.wikipedia.org/wiki/Dionizy_Biela%C5%84ski

//www.se.pl/wydarzenia/kraj/ipn-jaruzelski-kaza-zabic-polskiego-pilota_340056.html

//wiadomosci.wp.pl/kat,24915,title,IPN-nie-ma-watpliwosci-Wojciech-Jaruzelski-kazal-zabic-polskiego-pilota,wid,15826440,wiadomosc.html

//www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090428/REPORTAZ/277294842

//www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090502/REPORTAZ/263469177


 

Artykuł ukazał się na łamach tygodnika "Gazeta Warszawska " nr 30 (26.07-01.8.2012)

Patrz też w sieci:

//www.radiownet.pl/publikacje/jaruzelski-zdolny-zestrzelic-1#/publikacje/jaruzelski-zdolny-zestrzelic-1

KOMENTARZE

  • Żyje tak długo , ale co to za życie !
    Jaruzel Żyje tak długo , ale co to za życie !

    Inni jego pokroju kończyli w dość nieciekawych okolicznościach.
    Tu w przypadku Jaruzelskiego , LOS mu dał "PRZEPUSTKĘ" na dłużej.
    Ale kto z Was chciałby tak żyć;
    - mieszka pod stałą kontrola
    - jest więźniem w "ukradzionym" prawowitej właścicielce domu,
    - jest znienawidzony
    - jest chory
    Pan Bóg wyznaczył Jaruzelskiemu długi NIECHLUBNY pobyt na ziemi.

    Chodzę na grób hm. Stanisława Szadkowskiego (1933-1998) po dzień dzisiejszy (jego brata ciotecznego, który nauczył mnie innej Polski).

    Takiego dowodu pamięci Jaruzelski u mnie nie ma i NIGDY nie będzie miał.
    W. Jaruzelski, żyje długo, ale co to za życie.
    Nawet wrogom takiego życia nie życzę.
  • Tak samo uważam, że powinien żyć bardzo długo i patrzeć na to jak ludzie
    się do niego odnoszą i jak nazywają go mordercą, siepaczem, sługusem Sovietów, barbarzyńcą, itp. A najlepiej żeby żył bardzo długo z pobytem w celi, czego mu z całego serca życzę - przynajmniej będzie tam bezpieczny, bo nie wiadomo, czy któregoś dnia ten ukradziony dom przy ul. Idzikowskiego ktoś mu nie spali benzyną razem z nim.
  • Wypada wyjaśnić czytelnikom; “stalinowski” lub “sowiecki” oznacza w tłumaczeniu na język polski – “terror żydowski”.
    Wypada wyjaśnić czytelnikom; “stalinowski” lub “sowiecki” oznacza w tłumaczeniu na język polski – “terror żydowski”. Zrozumiałą staje się wówczas akcja rehabilitacji po 1956 roku. Bo cóż nagle zmieniło się na świecie w 1953 roku? Kometa stuknęła, potop zalał, plagi egipskie? W czerwcu 1953 roku syn rosyjskiego chłopa marszałek Żukow, w akcie desperacji wjechał do Moskwy na czele dywizji pancernej i ZLIKWIDOWAŁ władzę żydowską nad ZSRR i jej satelitami, osobiście zabijając żydowskiego następcę Stalina – szefa NKWD jewreja Berię. W efekcie pojawił się Chruszczow i Gomułka, zwolniono i zrehabilitowano miliony Słowian, ofiar żydowskiego terroru. Pytam: a jakie to były dalsze dzieje płk Piotra Parzenieckiego przewodniczącego składu sędziowskiego który wydał ten haniebny wyrok, jakich sędziów wychował, może małe śledztwo jak się odcisnął w dalszych dziejach Rzeczpospolitej. No i zbrodniarz, bandyta sowiecka matrioszka Margulis vel Wolski vel Jeruzelski vel Jaruzelski wraz drugą taką parochosowiecką matrioszką, zbrodniarzem i bandytą Kiszczakiem swym nadzorcą śpią spokojnie nie osądzeni a kosztują nas podatników w tym ich ofiary i rodziny ofiar miliony. Oto III RP/PRLbis w całej krasie z postubeckimi sądami i prokur(W)aturami. Osądzani są Polacy za mówienie i głoszenie niewygodnej prawdy(zawsze antysemickiej), o kuriozum także za znieważanie pomnika wdzięczności sowieckim bandytom!!!!!!!!!!! w Katowicach a raczej ponownie Stalingorodzie!!!!
  • Rosyjskie „matrioszki” wciąż są polskim problemem
    Rosyjskie „matrioszki” wciąż są polskim problemem

    Wojna z Rosją, nawet tylko informacyjna może pomóc ujawnić nam wyjątkowych szubrawców. Żebyśmy tylko zechcieli ich zauważyć.
    By zrozumieć sedno problemu, który poruszam i zdefiniować właściwie to zagadnienie musimy się cofnąć aż do 1944 roku. Do powstania tzw. Rządu Lubelskiego. 22 lipca tegoż roku Manifestem PKWN zostało powołane quazi państwo, zwane później Polską Rzeczpospolitą Ludową. Państwo tylko formalnie, po złamaniu wszelkich zasad, będące podmiotem prawa międzynarodowego. W rzeczywistości nie była to jednak Polska, ale XVIII republika sowiecka, twór okupacyjny o bardzo ograniczonej autonomii. Nie była to Rzeczpospolita, ale zwykła prowincja caratu, ze Stalinem jako carem. Przymiotnik „ludowa” też był nadużyciem, bardziej pasował przydomek „więzienna’.

    Niektórzy myślą, że tą nadwiślańską Sowiecką Prowincją Więzienną zarządzali jednak Polacy, którym Stalin zaufał i powierzył administrowanie. Nic bardziej błędnego. Stalin z definicji nie ufał Polakom, ufał tylko (a i to też było zaufanie ograniczone) swojemu aparatowi terroru, Rosjanom, enkawudzistom lub funkcjonariuszom GRU oraz ich wychowankom z mózgami wypranymi przez komunistów, którzy z pewnością nie poczuwali się Polakami. Rajem nad Wisłą nie rządził więc nigdy żaden Polak, ale banda żołnierzy sowieckich z różnych formacji oraz tzw. „matrioszek” udających Polaków a będących w rzeczywistości całkiem oddanymi Stalinowi sobowtórami ludzi zamordowanych i oficerami tajnej sowieckiej policji politycznej. To na matrioszkach ciążył szczególny obowiązek nadzoru nad sowieckimi interesami tam, gdzie z przyczyn propagandowych lub psychologicznych nie mogli tej roli spełniać zwykli Rosjanie lub mniej lub bardziej jawni polskojęzyczni oficerowie NKWD albo GRU. Była to służba wewnątrz służb. Osoby podwójnie zakonspirowane, będące wtyczkami o uprawnieniach szczególnych i często posiadające bezpośredni dostęp do najbliższego otoczenia Stalina.

    Te „matrioszki” używające publicznie takich nazwisk jak Bierut, Światło, Berman, Jóźwiak czy Skulbaszewski - Szef Informacji Wojskowej, otaczały się armią kilkudziesięciu tysięcy siepaczy, wzajemnie się kontrolujących i mogących w każdej chwili, przy pomocy stacjonującej Armii Czerwonej zmasakrować ten kraj.

    Oczywiście, rzeczone „matrioszki” wprowadzane były na każdym poziomie terroru. Od najwyższych władz państwowych, aż po te z pierwszej linii służby, nawet na poziomach oficerów młodszych, by się kształciły, zdobywały doświadczenie, penetrowały swoje środowiska i przygotowywały się do pokoleniowej zmiany warty przy sterach władzy namiestnikowskiej. „Matrioszka” to był taki Hans Kloss zainstalowany wśród polaków i przygotowywany przez wybrane osoby ze służb sowieckich. Bardzo często po prostu przez starsze „matrioszki”. Odbywało się to tak: wybierano osobę bardzo podobną do jakiegoś Polaka z dobrej rodziny lub odpowiednim życiorysem (najlepiej arystokraty, oficera z przedwojennej polskiej armii, uczonego bądź opozycjonisty rządu sanacyjnego, albo wywodzącego się z rodzin tych ludzi) przetrzymywanego i katowanego na Łubiance, lub innym sowieckim więzieniu. Delikwenta rozpracowywano i eliminowano wszystkich jego bliskich oraz znajomych, których udało się wyłapać i którzy mogliby powziąć jakieś wątpliwości. Następnie podstawiony enkawudzista uczył się historii życia tej osoby, jego zachowań, odruchów, sposobu mówienia, pisania i charakterystycznych gestów.

    Gdy był już odpowiednio przygotowywany „matrioszkę” w ramach egzaminu podstawiano zamiast oryginału do więzienia lub np. Armii Wojska Polskiego by go sprawdzić oraz uwiarygodnić. Ryzyko „wpadki” ograniczał przy tym fakt, że w skutek przeżyć, lat rozłąki ludzie się często bardzo zmieniali. Gdy środowisko zaakceptowało „matrioszkę” „oryginał” był bezwzględnie mordowany a ślady manipulacji zacierano, czasem nawet eliminując nauczycieli „matrioszki”. Odpowiednio wyszkolony agent tak mocno wchodził w nową osobowość, że nawet w przypadku odnalezienia się po latach najbliższej rodziny lub przyjaciół rzadko kiedy był demaskowany. A gdy już został to demaskatora się pozbywano, zastraszano albo przekupywano. W zależności od sytuacji i osoby.

    Tak się na przykład ustawił Zenon Komender, który milczenie na temat Wojciecha Jaruzelskiego swojego przyjaciela z dzieciństwa, z którym chodził do jednej klasy w Gimnazjum Księży Marianów na Bielanach w Warszawie, a za którego podstawiono „matrioszkę” sprzedał za karierę w PAX i w Inco-Veritas.

    Prawdopodobnie także Bolesław Piasecki drogo sprzedawał swoją wiedzę. Tak drogo, że być może zapłacił za nią śmiercią swojego syna.

    Zazwyczaj jednak, nawet rodziny się nie orientowały w „podmianie”. Trudno nawet było wpaść na taki pomysł. Czasem tylko niepokoiła najbliższych zadziwiająca zmiana światopoglądowa, jaka nastąpiła o człowieka podczas jego pobytu w opisywanych więzieniach sowieckich, w łagrach lub na zsyłce. Wychowany w tradycji patriotycznej chrześniak, przyjaciel lub kolega stawał się nagle wielkim zwolennikiem komunistów lub, co najmniej orędownikiem współpracy z nimi. Taka osoba, ku zdziwieniu przedwojennego otoczenia lub ludzi znających jej niepodległościowy życiorys zaczynała się zachowywać jakby zaprzedała duszę reżimowi. I się nie mylili. Dusza tego człowieka i wszelkie jego myśli były absolutnie oddane okupantowi Polski, tyle, że to nie był ich chrześniak, przyjaciel lub kolega, ale jego doskonały sobowtór – sowiecka „Matrioszka”.

    Projekt szatański i niewiarygodny, ale gdy stawką jest zniewolenie średniej wielkości narodu to szatana na wiele stać.

    Dlaczego o tym piszę w tej chwili?

    Otóż „matrioszki” okresu stalinowskiego dalej są wśród nas. Te starsze matrioszki zostały skutecznie zastąpione młodszymi. Młodsi mieli przejąć władzę później i przejęli. W okolicy kształcenia młodych „matrioszek” i pieczy nad ich karierą równolegle organizowano dla nich zaplecze rekrutowane z grupy wiernopoddańczych kanalii. Tyle, że te kanalie były tylko kanaliami i zdrajcami, oficerowie KGB oficerami wojsk okupacyjnych a „matrioszki” elitą elit, sukcesorami władzy sowieckiej na terenie Polski, grupą o statusie niewiele niższym od członków KC KPZR, błyskawicznie awansującą, wspierającą się nawzajem i stanowiącą niezawodną, tajną broń Moskwy. Nie oszukujmy się, Ci pełnomocnicy naszych wrogów nie mieliby żadnych skrupułów by polskie miasta zamienić w atomowe cmentarzysko. Zresztą, nie potrzebnie użyłem czasu przeszłego. Oni wciąż ich nie mają, wciąż tworzą agenturę, wciąż szkodzą i wciąż demoralizują swoje otoczenie oraz manipulują opinią publiczną.

    Wskazuje na to spiskowa praktyka dziejów.

    Takimi „matrioszkami” na nowe czasy, kształconymi, szkolonymi i przygotowywanymi tylko do trzymania Polaków pod butem do czasu zmienienia ich na mięso armatnie jest wspomniany już wcześniej Jaruzelski, ale być może także Kiszczak czy Urban (prawda, że kanalie?). Każdy na innym odcinku. Każdy potężny, oddany i niszczycielski. Żaden nigdy nie uznał i nie uzna się za Polaka, a każdy chętnie wykona rozkazy zmierzające do dalszego pognębienia lub zniszczenia narodu polskiego.

    Tych matrioszek jest dużo więcej. Niektórzy z nich do dzisiaj są niemal absolutnie zakonspirowani i pozostawali w uśpieniu. Niemal - bo nie możemy wykluczyć istnienia innej wąskiej grupy, która nabyła o nich wiedzę i ich kontroluje. I oto mamy pion dowódczy wielkiej armii rosyjskiej na ziemiach polskich, która wprawdzie nie chodzi w ruskim mundurze, ale za to jest wszechobecna, trzyma kontrolę nad układem nerwowym tego kraju i jest niesłychanie karna oraz skuteczna. Wszystko, więc wskazuje na to, że wciąż, w naszym domu gościmy agresora zewnętrznego, brygadę komandosów, zabójców, dywersantów i sabotażystów gotowych umrzeć dla swojej moskiewskiej ojczyzny. To nie jest jakaś tam agentura. Jakieś tam niejasne powiązania z GRU czy FSB. Ale najlepsi z najlepszych oficerowie rosyjscy, często posiadający wysokie moskiewskie stopnie i odznaczenia za zasługi. To są liniowe wojska wywiadowców, które toczą walkę o podległość Polski. Identycznie zadaniowani jak niegdyś Putin w RFN – choć Putin jednak miał status niższy, bo nie był matrioszką.

    Ktoś powie, że to nadużycie, że nie wiemy na pewno. Owszem, nie ma 100% pewności co do niektórych nazwisk, ale doniesienia Olega Pieńkowskiego, przecieki do prasy inspirowane niegdyś przez Jamesa Angletona (CIA), cuda archiwum Mitrochina i okoliczności pewnych wydarzeń wraz z zaprzęgniętą logiką i zdrowym rozsądkiem pozwalają na wypowiadanie się z wielką dozą prawdopodobieństwa.

    Szczęściem dla badaczy, historyków i wywiadów, te sowieckie kanalie były nieufne nie tylko w stosunku do narodu polskiego. Przede wszystkim, nie ufały sobie i panicznie bały się siebie nawzajem. I nie ma, co się dziwić, na hamulce moralne swoich rywali o wpływy nie mogli raczej liczyć. Zazwyczaj, więc okopywali się i zbierali haki na siebie. To miało dawać zabezpieczenie. Znacie to przecież: Berman miał teczkę na Bieruta, Bierut na Światłę a Światło na Bermana. To typowe. Jednak niektórzy, bardziej kreatywni, wychodzili poza ten schemat. Zaczynali prowadzić mini-badania historyczne nad życiorysami swoich partyjnych rywali. Z czasem te działania zmieniały się w swoiste hobby, a hobby w obsesję. Angażowali coraz więcej swojego prywatnego czasu, coraz więcej środków, kontaktów i wykorzystywali wszelkie możliwości by dotrzeć do najściślej strzeżonych tajemnic. Najlepsi mieli prawdopodobnie obszerne prywatne archiwa i armię funkcjonariuszy - detektywów. To już nie była dbałość o gwarancje bezpieczeństwa, ale taniec na linie, walka na śmierć i życie.

    Przykład: Jaroszewicz!

    Jeden z najbardziej dociekliwych badaczy życiorysów „kolegów” i ubecki politruk w jednym. Sam, będąc „tylko” i „aż” protegowanym Wandy Wasilewskiej wytrwale tropił „matrioszki”.

    I pewnie, dlatego zginął.
    Paradoksalnie to, co miało go chronić stało się jednym z powodów jego zguby. Nie mamy, bowiem wciąż pewności czy wyłącznym. Pozostałe motywy zabójstwa Jaroszewiczów mogą być jeszcze związane ze śląskimi skarbami - ale to inna para kaloszy. Wydawać się może, że gromadzone przez niego dokumenty, które ukradli mordercy na zawsze zostały utracone. Ja jednak jestem pewien, że znów stanowią czyjąś polisę ubezpieczeniową. A poza tym, żołnierz broni nie niszczy tylko zakopuje. A to naprawdę jest bomba masowego rażenia.

    Gdy dodamy do tego międzypaństwowe rozgrywki rosyjskie i dzisiejszą bitwę o historię to mamy prawo wierzyć, że kiedyś, część tej prawdy odkryjemy.
    I jeśli nie ma, co się cieszyć z wrednej propagandy historycznej Putina, to moim zdaniem należy się temu trendowi bardzo przyglądać i wykorzystywać antypolskie zapędy po to, żeby odkodować własną historię i rozpoznać siatkę wewnętrznych wrogów. Mamy dziś Internet - namawiam, więc blogerów do buszowania w jego meandrach i do białego wywiadu.

    W Polsce historia to nie pamięć tylko, to klucz do naszej przyszłości. Ps.
    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2013/04/07/prawdziwe-nazwisko-jaruzelskiego/

    Jeszcze jeden parch z dobrym Polskim nazwiskiem . W wypadku Jaruzela badanie DNA są zbędne wystarczy popatrzeć na chazarski ryj by wiedzieć kto zacz.

    http://niepoprawni.pl/blog/3082/jaruzel-tw-wolski-margulis

    http://www.wis.org.pl/forum/viewtopic.php?f=142&t=211&p=12061&hilit=Margulis#p12061

    Jaruzelski-"Wolski" — agent krwawej, sowieckiej Informacji Wojskowej o duszy zdrajcy oraz mentalności mordercy http://salski.nowyekran.net/post/93777,jaruzelski-wolski-agent-krwawej-sowieckiej-informacji-wojskowej-o-duszy-zdrajcy-oraz-mentalnosci-mordercy
    Za zasługi dla swoich sowieckich nadzorców z Kremla — agent stalinowskiej Informacji Wojskowej — tow. Jaruzelski otrzymał od swoich moskiewskich braci wiele najwyższych bolszewickich orderów, między innymi: - Order Lenina (ZSRR) – 1968 i 1983 - Order Rewolucji Październikowej (ZSRR) – 1973 - Order Czerwonego Sztandaru (ZSRR) – 1978 - Medal za Zdobycie Berlina (ZSRR) którego nie zdobywał!!! - Medal "100-lecia urodzin Lenina" (ZSRR) – 1970 - Medal za Zwycięstwo nad Niemcami w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR) - Medal 20-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR) – 1972 - Odznaka 25-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR) – 1970 - Medal 30-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR) – 1975 - Medal 40-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR) – 1985 - Medal "50 lat Radzieckich Sił Zbrojnych" (ZSRR) – 1968 - Medal "60 lat Radzieckich Sił Zbrojnych" (ZSRR) – 1978 - Medal "70 lat Radzieckich Sił Zbrojnych" (ZSRR) – 1988 - Medal Żukowa (Rosja) – 1996 - Medal 50-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (Rosja) – 1995 - Medal 60-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (Rosja) – 2005
  • Panie Zygmuncie...
    Ja z innej beczki.

    Jak to się dzieje, że Jaruzelski nie jest obwołany "antysemitą" XX wieku...

    Dręczą mnie koszmary... :)
  • Relacje o Jaruzelu
    Relacje o Jaruzelu

    W.P.

    ... To była tajemnica nie moja lecz Rodziny, o nim pisze także Piecuch. W Szczecinie mieszkał i pracował na stoczni Odra syn stajennego z majątku, który dzierżawili Jaruzelscy, on wychowywał się z młodym i prawdziwym Wojtkiem. Rozmawiałem z nim nieraz gdy tam bywałem, przy wódeczce, mówił o wszystkim, jak go UB straszyło utopieniem w Odrze, likwidacją rodziny, gdy nie będzie milczał. Po wyjeździe na 12 lat z Polski, straciłem z nim kontakt, pewnie nie żyje...

    Co szkodzi by zbadać jego DNA (obecnego WJ), przebywa w szpitalu, więc żadna to trudność, czego NKWD nie przewidziało i by łapkę prawą do kamery pokazał, porozmawiać po łacinie, (do dziś nie chce się spotkać ze swymi ponoć "kolegami" z Gimnazjum, dlaczego?), a DNA do porównania wziąć od jego zastraszonej i chcącej żyć jego "siostry" lub pobrać z grobu mamy, która z siostrą nie rozpoznały w nim syna i brata. Matka, krótko po tym zmarła w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, a z "siostrą" nie utrzymuje do dziś kontaktów, bo i jakie? nic ich nie łączy tylko jej strach o życie. Jaroszewicz znał tę prawdę o nim i Kiszczaku, zginął wraz z żoną i resztą swych towarzyszy, bo pisarczyk za wcześnie coś bąknął. [podobno TW Wolski był Margulis" z domu]

    Na dziś ujawnienie tego - po tym co się dzieje - jeszcze nie czas.



    *******

    ...żydobolszewik, nkw-dzista,Wolski, nie polski śmieć, czy jak mu tam naprawdę, przypomni sobie kim jest tak naprawdę, bo swej roli w NKWD wyuczył się aż za dobrze. "Zapomniał" kim jest tak naprawdę i przypomni sobie, jak go "Młot" i "Huzar" z NSZ, wziął do niewoli, i miał tę swołocz bolszewicką natychmiast rozstrzelać, lecz z litości, z racji młodego wieku tego agenta NKWD, po 50 wyciorach na gołą du... puścił szczyla bolszewickiego wolno, bo nie wiedział, faktycznie kto zacz, kogo złapali i to był Jego wielki błąd. Trzeba było tę swołocz żydobolszewicką rozwalić. Ja temu bolszewikowi Wolskiemu, agentowi NKWD, już o tym przypomniałem, także to dlaczego w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach zniknęła jego "matka" pani Jaruzelska po powrocie z zesłania, a zniknąć musiała bo nie rozpoznała w ogóle w Wolskim swego syna i musiała zniknąć, właścicielka majątku, którą b. dobrze osobiście znała moja Babcia, także właścicielka majątku na Kresach- Radziwiłłów, za co pojechała cała rodzina na Sybir. Znali i świadkowie znający prawdziwą rodzinę Jaruzelskich, odpowiedzi się nie doczekałem, tylko gróźb, jak będę za bardzo ciekawy. Mamy brat zwiadowca u Berlinga znał tego osobnika jako Wolskiego, człowieka NKWD i IW, przydzielonego im do pułku zwiadu przez sowietów, by mieli nadzór nad polskimi oficerami, sam był w stopniu porucznika, osobiście spalił 7 niemieckich czołgów, za co był odznaczany, zmarł 10 lat temu, w stopniu pułkownika. A ja mam na ten temat dowody w rodzinnych pamiątkach, to była naszej rodziny tzw. polisa na przeżycie w komunie i w stanie wojennym. Nadchodzi czas by przekazać to wszystko do IPN, lecz jeszcze chyba za wcześnie na ten krok, by pozbawiać się tej polisy na przeżycie



    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5028&Itemid=80
  • Szczególnie skuteczną metodą okazała się być mimikra czyli przybieranie maski i udawanie kogoś innego.
    Szczególnie skuteczną metodą okazała się być mimikra czyli przybieranie maski i udawanie kogoś innego. Ostatecznie Żydzi są świetnymi aktorami. Przecież sam Michnik w przypływie szczerości powiedział kiedyś, że "Najskuteczniejszy Żyd to Żyd zakonspirowany", Jaruzelski zagrał swoją rolę perfekcyjnie. Żyd, agent KGB w Wojsku Polskim, udający syna polskiej ziemiańskiej rodziny wywiezionej przez sowietów na Sybir, potrafił przetrwać wszystkie powojenne zawirowania władzy w Polsce aż na końcu został uznany za "wielkiego polskiego patriotę", który w pokojowy sposób przekazał "narodowi" władzę. W rzeczywistości zachowywał się jak uśpiony agent, udający przez cale swoje życie kogoś innego. Uśpiony agent często jest wykorzystany przez swoich zwierzchników tylko raz w życiu, kiedy przychodzi odpowiedni moment, dlatego praktycznie jest niemożliwy do wykrycia. Gen. Jaruzelski ujawnił się tylko raz kiedy został przez swojego super-szefa wezwany na rozmowę do Nowego Jorku.
  • @Kula Lis 62 10:14:45
    Jaruzel, TW Wolski - Margulis

    [Z okazji kolejnej rocznicy ataku na Polskę 13 grudnia - umieszczam trochę wspomnień o Jaruzelu. Świadkowie tych podstawień jeszcze żyją, a to w Szczecinie, czy Opolu, Warszawie czy Tarnowie. I - wobec porażającego a rozlewającego się bezprawia - "jeszcze milczą". Ale, jeśli TW Wolski dogorywa w domu "prawnie" zrabowanym rodzinie państwa Przedpełskich, to i świadkowie zdarzeń za parę lat się skończą. A "historycy współczesności" zachowują czujne milczenie, lub wymawiają się nadmiarem pracy. Czy to mogą być bajdy?

    Proszę Czytelników o naciski na uczciwszych ludzi z IPN-u, odważniejszych publicystów, by wreszcie te kruszące się świadectwa zebrali i krytycznie omówili. MD]
  • O Klubie Inteligencji Katolickiej.
    O Klubie Inteligencji Katolickiej.

    "To przecież z tej wylęgarni funkcjonariuszy III RP wyszli tacy giganci oportunizmu jak Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski, Andrzej Celiński, Henryk Wujec czy Andrzej Friszke. Ci mistrzowie hipokryzji bezwstydnie sami sobie wystawili świadectwo: "Środowisko KIKu w końcu lat osiemdziesiątych odegrało rolę pomostu, który umożliwił negocjacje rządu z opozycją i stroną Kościelną w postaci tzw. okrągłego stołu. W lutym 1989 roku przy „okrągłym stole” w Warszawie, w ramach reprezentacji Solidarności zasiadło 20 członków KIK".

    (źródło: http://www.kik.waw.pl/o-klubie/historia-klubu/)

    http://www.gazetapolska.pl/17016-cicho-wszedzie

    Łatwość z jaka wspomniane "elity" podporządkowały sobie życie polityczne Polski świadczy o niezwykłej skuteczności stosowanych przez nich metod działania. Trudno narodowi o zaledwie tysiącletniej historii przeciwstawić się kulturze liczącej wiele tysiącleci. Niezwykle mylące wydaje się być przekonanie, jakobyśmy należeli do wspólnej judeochrześcijańskiej cywilizacji. Żydzi, którzy mieli swoje państwo jedynie w stosunkowo niewielkim okresie czasu, potrafili wypracować sposoby przystosowania się, przetrwania a nawet podporządkowania sobie narodów, wśród których przyszło im żyć, które Eustace Mullins przyrównał do sposobu życia jaki w procesie ewolucji niektóre gatunki wypracowały w ciągu milionów lat.

    http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?p=30406&sid=bad0337e27b31280f936572870352aac
  • Czy gen. Jaruzelski wykonywał polecenia Rockefellera?
    Czy gen. Jaruzelski wykonywał polecenia Rockefellera? Artyku Marcina Masnego zawiera niezwykle cenna informacje, ktra moe spenia role brakujcego klocka w puzlach, odkrywajcych sekrety midzynarodowych porozumie, poprzedzajcych oficjalne rozmowy okrgego stou, a mianowicie tajne spotkanie gen. Wojciecha Jaruzelskiego z Davidem Rockefellerem w Nowym Jorku w 1985 roku. Wprawdzie Tadeusz Mazowiecki, przy okazji obchodw dwudziestolecia Magdalenki, patrzc w nas swoimi szczerymi, katolickimi oczami, zapewnia nas, ze "Nie byo adnego spisku," to chyba coraz wicej Polakw zaczyna sobie zdawa spraw z tego, ze Magdalenka byla jedynie rodzajem teatru odegranego przez starannie dobranych aktorw przed ogupion polska publicznoci.

    Cezary Rozwadowski w swoim artykule pt. Smutna zabawa w klocki historyczne;

    http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=1388&Itemid=56

    przedstawi scenariusz, wedug ktrego gen. Jaruzelski przygotowa rozmowy okrgego stou, wykorzystujc stan wojenny do wyeliminowania z gry dziaaczy Solidarnoci Polakw - patriotw i podzieli si wadz ze starannie dobranymi, gownie wedug kryterium etnicznego, dziaaczami tzw. opozycji demokratycznej oraz Polakami, na ktrych mia teczki wiadczce o ich wsppracy z komunistycznymi subami specjalnymi, nie liczc kilku polskich tzw. "uytecznych idiotw", ktrzy jedynie uwiarygodnili ca akcj.

    Cezaremu Rozwadowskiemu zabrako wspomnianej informacji o konsultacjach gen. W. Jaruzelskiego z amerykaskim miliarderem ydowskiego pochodzenia Davidem Rockefellerem. Dopiero ten klocek pozwala zrozumie takie sprawy jak tworzenie legendy Lecha Wasy i przyznanie mu Nagrody Nobla, rabunkowa prywatyzacje polskiego majtku narodowego, niszczenie teczek komunistycznej bezpieki, ukrywanie pochodzenia etnicznego politykw, synne "odpieprzcie si od generaa" Michnika, a nawet opinie JPII o Jaruzelskim jako "wielkim polskim patriocie," nie mwic ju o nadreprezentacji politykw ydowskiego pochodzenia we wszystkich rzdach w Polsce po 1989 roku. (Por. artyku PASTWO POLSKIE A RZDZCA MNIEJSZO YDOWSKA w niniejszym biuletynie PRP);

    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/zydokomuna/

    http://www.savetubevideo.com/?v=0IF9y5d5fe8

    Wprawdzie wymiana elit politycznych nastpia u nas w rezultacie wojny oraz zainstalowania rzdw tzw. ydokomuny, to przewrt padziernikowy oraz konflikt pomidzy "chamami" czyli Polakami-komunistami ludowego pochodzenia a "ydami" skomplikowa nieco sytuacje;

    http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?t=851

    Kulminacja tego konfliktu nastpia w 1968 roku. Wtedy to gen. W. Jaruzelski wykona pewne posuniecie, ktre miao mona nazwa majstersztykiem. Usuwajc z LWP wielu oficerw pochodzenia ydowskiego, ustrzeli jednym strzaem dwa zajce a mianowicie: uwiarygodni si jako Polak z krwi i koci a w dodatku rwnie "antysemita" oraz sprzymierzeniec Wadysawa Gomuki i Moczara, rwnoczenie pomagajc w paradoksalny sposb swoim pobratymcom, poniewa bdcy w konflikcie z krajami arabskimi Izrael gwatownie potrzebowa kadry oficerskiej.

    Kolejnym majstersztykiem Jaruzelskiego byo powoanie na pierwszego niekomunistycznego premiera powojennej Polski "katolika" Tadeusza Mazowieckiego. Posta ta kryje w sobie mroczne tajemnice zwizane z tworzeniem nowej rzeczywistoci komunistycznej w Polsce tu po wojnie. Redaktor Krzysztof Wyszkowski pisze o nim:

    "Propaganda bdzie nachalnie wmawia istnienie osawionych sukcesw rzdu Mazowieckiego, ale jeszcze bardziej troskliwie bdzie milcze nad niesychanym faktem, e do dzisiaj nie dao si znale ani w Polsce, ani za granic adnego historyka, a choby tylko jakiego dziennikarskiego apsa, ktry by udzierga cokolwiek, co mogoby nazywa si biografi nosiciela "siy spokoju". Co takiego kryje si w przeszoci publicysty, dziaacza spoecznego i polityka, e nawet prof. Andrzej Friszke nie odway si takiej biografii przedstawi, choby owinitej w stos namydlonej baweny? Czy niemoliwy do opisania jest sam udzia w PAX, czy specjalne stosunki z sowieckimi agentami w rodzaju Mazura? Czy zaufanie stalinowcw zdoby w peni ju w r. 1952, czy dopiero podczas walki z Kocioem we Wrocawskim Tygodniku Katolickim? Na ile tajemnic wzmacnia udzia w zakadaniu warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej? Jak to byo z zaoeniem i redagowaniem miesicznika Wi? A za co Kliszko nagrodzi go posad posa na Sejm PRL?"

    http://wzzw.wordpress.com/2009/09/02/mazowiecki-premier-jaruzelskiego/ Leszek Grodzki (Boston)
  • @nana 10:00:57internetowa /forumowa prostytutka jak ta poniżej paryska.
    To twój pierwowzór!!!??? Nana – dziewiąty tom cyklu Rougon-Macquartowie, opublikowany w 1880, poświęcony losom Anny Coupeau zwanej Naną. Jedna z najbardziej znanych części cyklu, studium życia prostytutki, a zarazem obraz średnich i wyższych sfer Paryża czasów II Cesarstwa. Autor powiedział o nim: "poemat samczych pożądań"
  • @Kula Lis 62 10:46:35
    Mała dygresja Polacy oficjalnie maja tyćke ponad 1000lat historii
    naprawde jako geny slowiańskie 10600lat pozdrawiam.
  • @Brat Żorża 11:42:58
    Nie będziesz mnie pouczał bolszewicka mendo co, jak i do kogo mam pisać ty łyka pomiocie. Do chamów, wielbicieli matrioszek tylko po chamsku, ponieważ innego języka te pozostałości po bolszewickiej spermie nie znają, jak i ty. Poszedł won na onety, etc...
  • @nana 10:00:57
    Nie rozśmieszaj mnie żałosna pobolszewicka bladzieńka, bladź. To parchobolszewik, sowiecka matrioszka, Marguilus, syn szewca, zbrodniarz i bandyta.
  • @Brat Żorża 12:26:32
    Zrozum pomiocie łyka, fornala być może z majątku mej rodziny, że z chamem, chamami tylko ich językiem. Z wariatami i useful idiots nie podejmuję dyskusji. Szalom pobolszewicki miocie. WP. herbu Jastrzębiec,
  • @Brat Żorża 12:26:32
    Wywołałeś sam wilka z lasu, więc masz to co chciałeś na własne życzenie. Trzeba było milczeć, gdy wpis był nie pod twoim adresem, nie do ciebie. Nie wsadzaj palców między drzwi, bo ci je przytrzasną.
  • @Kula Lis 62 13:00:20
    A co się robi z trollami ?...

    Pozdrawiam.
  • Och Jaruzelski
    Przecież Bush senior bardzo go ceni.


    Jak przystało na masona i służalca judeosatanistów


    -------------------------------------------

    Ponieważ jesteśmy "w czasie Powstania Warszawskiego" pozwolę sobie poinformować że jest dostępny scenariusz filmu o Powstaniu Warszawskim.

    Jest to jedyny dostępny publicznie scenariusz o Powstaniu Warszawskim pisany po roku 1989!co wydaje się niezwykłe, ale tak jest.

    http://ksiegarnia.publikatornia.pl/ksiazka/krzysztof-michalowski/damy-rade-panie-pulkowniku-/773.html

    pozdrawiam autora
  • @SpiritoLibero 13:04:43
    Nie jestem trollem, więc nie do mnie ten tekst. Pzdr!
  • @moher 18:00:56
    Nie masz racji.

    To zawodowiec. Lekarz.
  • @SpiritoLibero 20:43:27
    Jeżeli lekarz, to niech leczy a nie pisze bzdur na forum. Ja z takimi konowałami po 8 latach wygrałem sprawę za zrobienie mnie kaleką, chodzącym o kulach odszkodowanie plus odsetki za 8 lat. Teraz będę walczył o rentę od zarobków uzyskiwanych w bardzo popłatnym zawodzie (kapitana, inż. mechanika, superintendenta)za granicą, i utracone zarobki, wyeliminowanie mnie z życia zawodowego już na zawsze.
  • @SpiritoLibero 10:10:19
    Panie Jarku, tak sie złozyło, że tutaj w komentarzach inni to Panu wyjasnili. Może więc teraz sie Pan tych koszmarów pozbędzie...?
  • @SpiritoLibero 13:04:43
    Wygumowałem tego obrzydliwego trolla "Żorża", który na mnie działał już od dawna jak giez, gdy "obsrywał" fora innych, i teraz nagle na moim blogu wydalił z siebie całą serię pierdów.
  • @CyprianPolak 14:51:07
    Dziękuję za link do scenariusza i pozdrowienia. Wzajemnie - zapraszam do przeczytania II części (wkrótce).
  • @Kula Lis 62 22:44:24
    Najmocniej dziękuję za wszystkie obszerne komentarze faktograficzno-historyczne, ktore najlepiej oddaja sens mojego pierwszego zdania z artykułu. Gratuluję wiedzy, postawy, mądrości, rozeznania, odwagi. Zresztą mówiłem to Panu już dawniej (i zawsze opowiadam tak o Panu). Pozdrawiam i życzę zdrowia. Z calego serca!
  • @Zygmunt Korus 12:50:26
    Dziękuję. Pzdr!!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930